Według bankowców sprzedających przed laty tzw. kredyty walutowe, frankowicze mieli być tą grupą społeczną, która zyska na stabilnym kursie i niskim oprocentowaniu franka szwajcarskiego. Rzeczywistość okazała się inna. Najpierw światowy kryzys gospodarczy z 2008 roku, a następnie uwolnienie kursu franka przez bank centralny Szwajcarii w tzw. „czarny czwartek” (15.01.2015 r.) zachwiały budżetami domowymi frankowiczów. Przez lata stracili oni dziesiątki tysięcy złotych w wyniku umocnienia się szwajcarskiej waluty. Ile stracili frankowicze? Czy mają szanse odzyskać stracone pieniądze i wyjść z pułapki kredytów frankowych?

Kredyty frankowe – obiecujący początek

W momencie największej popularności kredytów frankowych (lata 2005-2008) kurs franka szwajcarskiego był na rekordowo niskim poziomie. Większość kredytobiorców zaciągała zobowiązania przy kursie rzędu 2-2,5 PLN/CHF. Wyrażone we franku szwajcarskim raty kapitałowo-odsetkowe były wówczas niższe, niż w przypadku zwykłych kredytów złotowych. Przez kilka lat frankowicze rzeczywiście korzystali na niskim kursie i oprocentowaniu CHF. Lata prosperity szybko się jednak skończyły. Wraz z wybuchem kryzysu gospodarczego, kurs franka szwajcarskiego poszybował w górę. CHF był bowiem traktowany przez inwestorów jako bezpieczna przystań w dobie krachu gospodarczego. Początkowo wzrost wartości franka względem złotówki nie był tak dotkliwy dla posiadaczy kredytów frankowych, bo rekompensowały im to niskie stopy procentowe. Od pewnego momentu oprocentowanie CHF zaczęło nawet przyjmować wartość ujemną. Mimo to, zmiana kursu CHF negatywnie odbijała się na wartości zobowiązania w przeliczeniu na złotówki. W wielu przypadkach zobowiązanie wielokrotnie przekraczało wartość pożyczonej kwoty w PLN. Do 15.01.2015 roku kurs franka był sztucznie regulowany przez szwajcarski bank centralny. Od dnia uwolnienia franka wysokość rat wystrzeliła w górę, podobnie jak wartość zobowiązań wobec banku.

Straty na kredytach frankowych

Większość frankowiczów regularnie spłaca zawyżone raty kapitałowo-odsetkowe. Przez lata wysokość nadpłaconych bankowi kwot może sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych, w zależności od pierwotnej wartości zobowiązania. Posiadacze nieruchomości obciążonych hipoteką frankową zwykle nie mogą jej sprzedać, bo w ten sposób zrealizowaliby stratę. Winni byliby bowiem bankowi o wiele wyższą kwotę niż pożyczyli. Kurs franka aktualnie oscyluje w granicach 4,1 złotego. Oznacza to, że osoba która przed laty zaciągnęła kredyt przy wartości franka 2 złote, dzisiaj ma do spłaty ponad dwa razy więcej. Do tego dochodzą zyski banku na tzw. spreadzie tzn. różnicy pomiędzy kursem sprzedaży, a kursem kupna. Wypłacając kredytobiorcy wartość zobowiązania w złotówkach, bank przeliczał je na CHF według kursu kupna. Raty kredytowe są natomiast spłacane według – mniej korzystnego dla kredytobiorcy – kursu sprzedaży. Po tym samym kursie obliczana jest wartość zobowiązania względem banku. W wielu przypadkach przewyższa ona nadal kwotę pierwotnego kredytu wyrażoną w PLN. A dzieje się to pomimo regularnego uiszczania rat, w dodatku wyższych niż w przypadku kredytów złotowych. O największych stratach mogą jednak mówić osoby, które w wyniku wzrostu wartości franka straciły mieszkania, gdyż nie były w stanie spłacać tak wysokich rat.

Początki pozwów sądowych

O stratach mogą mówić także frankowicze, którzy rozpoczęli walkę w sądzie kilka lat temu. W tym okresie zaczynały działać kancelarie zajmujące się kredytami frankowymi. Na tym etapie sądy nie posiadały jeszcze dostatecznej wiedzy w tak skomplikowanej materii, jak kredyty denominowane lub indeksowane kursem waluty obcej. Nie ukształtowało się także orzecznictwo w tych sprawach. W efekcie, pierwsze wyroki sądów (także w pozwach grupowych przeciwko bankom) były na niekorzyść frankowiczów. Z czasem linia orzecznicza zaczęła przechylać się w drugą stronę. Obecnie więcej niż 90% wyroków sądowych stanowią wygrane frankowiczów. Pozew sądowy jak na razie jest najskuteczniejszym sposobem na odzyskanie straconych pieniędzy.

Zobacz również:

 

 

Jak odzyskać stracone pieniądze?

Samodzielne dochodzenie roszczeń wobec banku może zakończyć się niepowodzeniem. Dlatego rekomendowanym rozwiązaniem jest skorzystanie z fachowego wsparcia. Pomoc frankowiczom oferują liczne kancelarie prawne, które łatwo jest znaleźć poszukując pod hasłem „kancelaria kredyty frankowe” lub „prawnik kredyty frankowe”. Oferująca pomoc frankowiczom kancelaria proponuje często bezpłatną analizę dokumentacji kredytowej. Jeżeli w treści umowy kredytowej znajdują się niedozwolone klauzule indeksacyjne, przemawia to za jej wadliwością. Niezgodne z prawem zapisy są podstawą do wystąpienia z roszczeniem wobec banku. Obsługująca kredyt frankowy kancelaria zwykle świadczy kompleksową pomoc. W pierwszej kolejności instruuje klienta, jak uzyskać niezbędne do złożenia pozwu sądowego zaświadczenia z banku lub sama pośredniczy w takich sprawach. Następnie, przygotowuje treść pozwu, w której domaga się w imieniu klienta unieważnienia wadliwej umowy lub wykreślenia niedozwolonych klauzul i jej przewalutowania na złotówki po kursie z dnia zawarcia.